Inspiracje
Inspiracje
To co mi się podoba, co lubię, co mnie napędza do działania, co mnie motywuje i inspiruje. Polecam <3
Strony bardzo fajnych jak dla mnie twórców których sobie cenię, uważam że robią super robotę, mają duży wkład w szerzenie tego co dobre i piękne przez swoje działania. Niektóre osoby znam osobiście stąd te bezpośrednie zwroty Pozdro elo 3 2 0 :D
Muzyka:
Oraz mistrzowie, bez których to nie było dla mnie by nic co mi dzisiaj znane, co i Wy zresztą możecie tutaj oglądać. Którym to zawdzięczam co umiem, w cierpliwym przekazywaniu przez nich swej wiedzy i doświadczeń. Dziękuję.
2013 Urszula Rusin wraz z jej pracami
CKiS Konin - Konkurs o "Złotą Sztalugę"
Urszula Rusin, moja mama, na zdjęciu wraz z jej zwycięską pracą (pierwsza praca od góry) na konkursie o "Złotą Sztalugę", 11 grudnia w CKiS w Koninie.
Zawsze wspierała mnie w działaniach, szczególnie tych twórczych, czasem nawet narażając własny gust, do granic wyrozumiałości - obytego przecież człowieka kultury. Jednocześnie zawsze była otwarta, aby rozwijać swoje kwalifikacje i podnosić kompetencje, aby nieustannie poszerzać horyzonty, aby poznawszy i zrozumiawszy nowe dziedziny - być w stanie ująć merytoryczną i konstruktywną krytykę. Kibicowała moim sukcesom, ceniła szczerość w ekspresji, i zachęcała do podnoszenia sobie poprzeczki w tworzeniu - zawsze mając na uwadze bazowe wartości w naszej kulturze jakimi są prawda, dobro i piękno.
Jako zaangażowana doświadczona nauczycielka gry na akordeonie w Konińskiej Państwowej Szkole Muzycznej, oraz założycielka i wieloletnia organizatorka tamtejszego festiwalu "Barwy Sztuki", inspirowała niezliczoną ilość uczniów. Całym swoim życiem, w trudzie cierpliwości dzielenia się wiedzą, mocą delikatnego przekazu emocji słowami oraz dźwiękami, przekazywała każdemu kto miał przyjemność ją poznać; czym jest ponadczasowa wartość piękna. Poprzez swoją nadzieję, empatię, odwagę, szczerość i otwartość serca, jak ludzkie jest dzielenie się dobrem, jak wygląda poczciwe życie prowadząca do szczęścia.
2023 Danuta Drzewiecka wraz z mężem Henrykiem Drzewieckim
Zdjęcie: Konin LM - Wernisaż i benefis Danuty i Henryka Drzewieckich
Państwo Drzewieccy uczyli mnie rysunku w sposób bardzo wyrozumiały, cierpliwy, a zarazem konsekwentny, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu jak wielkimi artystami są.
Pamiętam ich pracownię jeszcze z ulicy Stanisława Staszica 15 w Koninie, ale i także obecną na Adama Mickiewicza 9 również w Koninie. Chociaż w okresie nastoletnim określiłbym swoje podejście do rysowania niczym kąpany w gorącej wodzie, tak dzięki ich nieocenionemu wsparciu nauczyłem się, że nic co piękne nie przychodzi łatwo i szybko.
Jednak nie zważając na to gdzie odbywały się zajęcia a raczej u kogo, tak u nich odbywały się one zawsze w licznej, a zarazem i serdecznej grupie utalentowanych uczestników. Profesjonaliści prowadzący zajęcia, pozwalali nam wszystkim na niepochamowaną ekspresję, nie krępując wyobraźni, ale zarazem bacznie przy tym obserwując rozwój każdego z osobna, wspierając indywidualnie poszczególne talenty.
Dzięki nim myślę nauczyłem się, że swoboda tworzenia, jest elementarna dla prawdziwego tworzenia.
2005 Katarzyna Mijakowska
Fragment z filmu reportażowego "Pani Glina" nakręconego przez Koniński Dom Kultury
Moja pierwsza nauczycielka rzeźby, dzięki której promienistej pasji tworzenia, samemu dostrzegłem jak bardzo lubię z wydobywać kształt z kawałka materiału, tworząc nową formę i znaczenie. Dzięki zajęciom przez nią prowadzonym, poznałem, że tworzenie potrafi być karkołomne a równolegle ekscytujące. Proces tworzenia wydaje się być żmudnym i wyzywającym, ale zarazem przekonałem się jak wielką satysfakcje daje ujrzenie naszej skończonej, uprzednio wypalonej w piecu ceramicznym pracy.
Te zajęcia były w pewien sposób dla mnie beztroskie, dawały mi czyste szczęście, tworzenie było spontaniczne niczym improwizacja ale i zarazem wydawało się najbardziej kreatywne niż kiedykolwiek. I choć wraz z osobistymi trudnymi doświadczeniami przez chwilę człowiek potrafi zapomnieć, o tej zdawało się istocie pracy w rzemiośle - to niezależnie co mnie spotkało czy spotka, za każdym razem gdy wracam do gliny, te wspomnienia z pracowni żywo do mnie wracają.
Mariusz Białecki, profesor rzeźby na ASP w Gdańsku
Rodowo
Dzięki jego doświadczeniu nie tylko w mistrzowskim rzemiośle rzeźby ale także w wyrozumiałej pracy z ludźmi, przekonałem się że można być profesjonalistą nie zamykając się w pracowni przed światem. W trudnym dla mnie okresie równolegle z piątym rokiem studiów, profesor pomógł dostrzec w trudzie - rzeczywistą wartość pracy, że właśnie wtedy trzeba starać się jak najbardziej, a chwilowe zrezygnowanie może się okazać zaprzepaszczeniem lat kariery. Przez trzy lata w jego pracowni, choć sądziłem, że jestem już wystarczająco kreatywny, Pan profesor pomógł mi obalić moje własne uprzedzenia względem wyobrażenia "toporności" materiału. Zachęcał do odkrywania jak i łączenia nowych materii w rzeźbie, dawał swobodę i wręcz prowokował do eksperymentowania i poznawania nowych form ekspresji i i technik. Zachęcał do odważnego, ale i czułego na odbiorcę wyrażania się w rzeźbie, poprzez przemyślane środki przy tematach trudnych czasem samych w sobie. Szanował indywidualność i oryginalność, a jego zgoda na wyrażanie się i działanie w zestawieniu z moimi doświadczeniami z poprzedniej pracowni - była wręcz rewolucyjna. Jednocześnie, bacznie obserwował proces powstawania prac swoich studentów, aby w wymaganym momencie zauważyć mocne strony konkretnej pracy, nieścisłości, czy aby sprowokować do refleksji prowadzących do cennych przemyśleń a nawet motywu naszej pasji.
Grzegorz Maślewski, profesor rzeźby na UMK WSP w Toruniu
Pierwszy profesor z którym miałem do czynienia na studiach, żartobliwie rozróżniał bycie profesorem a bycie artystą, tym samym moim zdaniem umniejszając sobie niesprawiedliwie w obu profesjach w których przecież jest profesjonalistą. To od niego dowiedziałem się może oczywistości, że nie ważne co studiujesz, gdzie studiujesz, i na jakim kierunku czy na jakiej uczelni. Ważne jest że poznajesz ludzi, poznajecie wzajemne doświadczenia, które będą Wam towarzyszyły przez całe życie, zaś wielu z poznanych ludzi, może jeszcze na długo pozostanie w naszym życiu, nawet jeśli będą to tylko ciepłe i miłe wspomnienia.
Profesor Grzegorz Maślewski niewątpliwie był dla mnie autorytetem jako wzór pedagoga i artysty. Zawsze ochoczo dzielił się swoją żywą wiedzą i doświadczeniem, a przez swą autentyczność i szczerość - ukazywał jak istotna jest otwarta edukacja dla każdego chętnego, niezależnie od trudnych okoliczności lub osobistych zmagań z którymi nie rzadko boryka się każdy z nas.
Autor rzeźby: Grzegorz Maślewski
Tytuł: "Anioł - Krzyk", 2008 r.
Jan "Yach" Paszkiewicz, ojciec Polskich wideoklipów
Dzisiaj sobie myślę, jakim ja byłem skrajnym lekkoduchem co by nie powiedzieć ignorantem, gdy to podczas 23 Festiwalu Yach Film w 2014 roku, podszedłem do samego mistrza, brawurowo wręcz zagadując "Dzień dobry, słyszałem że Pan kręci teledyski?" na co on odparł bardzo spokojnie i wyrozumiale coś w podobie: "Tak, zdarzało mi się". Ja pełen niewiedzy jak gdyby nigdy nic, zapytałem samego ojca polskich wideoklipów, czy nie zechciałby nakręcić ze mną teledysku. Pan Yach Paszkiewicz, równie nieświadomy mojej - jak ja jego twórczości, wręcz bez uprzedzeń zgodził się wstępnie na współpracę, mimo, że na poprzedzającym trwające wydarzenie moim występie - śpiewałem z zepsutym mikrofonem (po prostu musiałem głośniej krzyczeć).
Podczas współpracy nie zrozumiałem docenienia moich poiosenek pod kątem oporu i walki z systemem, zestawiając je nawet z muzyką Kazika. Zacznijmy jednak od tego, że nie znałem jego - już wtedy - legendarnego wkładu w rozwoju polskich teledysków, jego współpracy z wieloma równie znamienitymi artystami jak on sam.
Mimo godziwego doświadczenia, jego głowa nadal pozostawała otwarta na kreatywność młodych twórców. Ku mojemu dzisiaj zdziwieniu, wysłuchał moich pomysłów o laserach, wybuchach, dinozaurach, kosmitach, i innymi losowymi efektami specjalnymi w tle teledysku, wręcz pełen zadumy. Z perspektywy czasu dopiero widzę, jak profesjonalnym i przenikliwym był artystą i wizjonerem, gdy podczas realizacji teledysku opowiadał mi między innymi o znaczeniowości płonącej biblioteki - jakoby upadku wiedzy oraz cywilizacji. Co jednak najważniejsze, był przede wszystkim nad wyraz uprzejmym, ciepłym i serdecznym człowiekiem z sercem na dłoni. Podczas nagrywania teledysku, gościł pewnego muzyka pomagając mu przetrwać jego osobiste trudności.
Po sukcesie z teledyskiem "Przewrotna rewolucja" rozmawialiśmy przez telefon, aby w przyszłości zrealizować wspólnie coś jeszcze, ale niestety - nie zdążyliśmy. Bardzo mocno przeżywałem jego odejście z tego świata. I może niepotrzebnie o tym wspominam, ale tuż po pogrzebie miałem sen, w którym to sam Yach Paszkiewicz grał na ukulele, a spojrzawszy na mnie zmartwionego pocieszył mnie słowami "Ale czym Ty się przejmujesz, przecież tu/wszystko jest dobrze" po czym kontynuował grę na instrumencie.
Człowiek zostawia po sobie dobro, które uczynił. To zaszczyt, móc tego doświadczyć.
„Memory is the source of your creation”
~ Akira Kurosawa