2015.09.29
Obrona dyplomu
Mała Zbrojownia, Gdańsk
Pragnąłem dostać się na studia rzeźby do Torunia i tylko tam składałem dokumenty. Mimo codziennego oczekiwania na raczkującej wtedy stronie USOS w 2008 - próżno było dopatrzeć terminów egzaminów, nawet po jego terminie. W związku z tym niedopatrzeniem - rok później w roku 2009 również tylko tam złożyłem dokumenty, gdzie spośród trzech kandydujących studentów na dwanaście miejsc udało mi się zaliczyć egzaminy. Po drugim naborze było nas już jedenastu.
Pierwszy semestr naszej pracowni rzeźby w Toruniu prowadziła Pani profesor Katarzyna Majewska wprowadzając nas w podstawy anatomii, naprzemiennie po półroczu wraz z Panem profesorem Grzegorzem Maślewskim okrzesając nam studium portretu i aktu. W związku z reformami, nasze studia zostały w tym okresie przemianowane ze studiów licencjacko-magisterskich, na jednolite 5-letnie studia magisterskie. Na kolejnym naszym drugim roku w 2010, mieliśmy możliwość wyboru pracowni: anatomiczną Pana profesora Andrzeja Borcza, oraz konceptualną Pana profesora Krzysztofa Mazura. W związku z nadziejami na rozwój wyrazu ekspresji - zdecydowałem się na pracownię konceptualną, której to jednak forma prowadzenia bardziej ukształtowała mnie interdyscyplinarnie.
Pod koniec trzeciego roku studiów w Toruniu w roku 2012, moje prace z rzeźby przez profesora prowadzącego zostały uznane za niewystarczające, w związku z czym przeniosłem się do Gdańska ponownie rozpoczynając trzeci rok studiów. Tam też zrealizowałem jednolite studia magisterskie Rzeźby ze specjalizacją Intermediów z wynikiem dobry +, uzyskując tym samym tytuł magistra sztuki.
Uczyli mnie m.in prof. Katarzyna Majewska, prof. Grzegorz Maślewski, prof. Krzysztof Mazur, prof. Mariusz Białecki, a także w pracowniach specjalistycznych ceramiki prof. Joanna Bebarska, prof. Iwona Langowska wraz z dok. Aleksandrem Paskalem jak i w pracowni konceptualnej Pani dr hab. Katarzyna Adaszewska.
Sympatyczny potworek, Grzegorz Rusin, Gdańsk 2015.09.29
Pracownia Pana profesora Mariusz Białecki
Jest to jedna z trzech rzeźb potworów, prezentowanych na mojej pracy dyplomowej. Na scenie z potworami umieszczone były reflektory, które ustawione pod rzeźbami potęgowały cień a tym samym skalę odbioru potworów. Oprócz tego, instalacji towarzyszyła muzyka "Iam5 - No. 24" wraz z wideoklipem.
Góry z makulatury, Grzegorz Rusin, Gdańsk 2013
Pracownia Pana profesora Mariusz Białecki
Praca uległa recyklingowi
Element instalacji grupowej całego naszego roku z rzeźby w Gdańsku, który był jednym z wielu elementów segmentu "totemu" nakładanego kolejno jeden - na drugim.
Zły robot ze złomu uprowadzony przez złodziei złomu, Grzegorz Rusin, Gdańsk 2013.02.05
Pracownia Pana profesora Mariusz Białecki
Praca znajduje się w zbiorach prywatnych
Humanoidalna postać ze złomu, której kształt tworzą - oplatając zarazem - powyginane metalowe pręty. Ułożenie prętów, może nieco przypominać układ nerwowy człowieka, jakoby ciągną się wzdłuż całej sylwetki rzeźby przeplatając ją zarazem. Gdzie nigdzie występują większe elementy, jak na przykład element przypominający oko w głowie postaci.
Dziewczyna ze szkła, Grzegorz Rusin, Gdańsk 2013
Pracownia Pana profesora Mariusz Białecki
Praca pozostała na uczelni
"Akwarium" z kawałków powybijanego szkła, w kształcie portretu. Przestrzeń pomiędzy kawałkałkami szkła jest wypełniona sylikonem zachowując zasadniczo szczelność. Pusta przestrzeń postaci była wypełniona czerwoną cieczą, a pod podestem ustawione było płótno, po którym spływał powoli przeciekający płyn.
Pod pracą było białe płótno, w którym wbite były żyletki, spod których miejsce przecięcia powierzchni wypływała czerwona ciecz.
Dla uspokojenia nas wszystkich dodam, że czerwoną cieczą na potrzebę prezentacji - był czerwony barszcz.
Pijawka 2.0 (prototyp), Grzegorz Rusin, Rodowo 2013.07.21
Plener zorganizowany przez Pana profesora Mariusz Białecki
Praca pozostała w Rodowie
Rzeźba z metalu wykonana w Rodowie na plenerze studentów z Gdańska. Przypomina ona węża, dzięki bocznym skrzydłom ku końcowi może kobrę, aczkolweik głowa zakończona jest płasko z oczkiem po środku, zaś po prawej i lewej stronie oraz dolnej częsci okręgu-łba, wyłaniają się podłużne pręty na wzór "wąsów".
Inspiracją okazała się być tutejsza flora, odkryta przez napadniętych przez nią studentów, podczas wspólnej wycieczki plenerowiczów na kajaki.
Krwiożercza pijawka, została upamiętniona w postaci wielkiej metalowej pracy wymyślnej pijawki, i umiejscowiona ona została na brzegu stawu w Rodowie - skąd jak widać przynajmniej na zdjęciu - się ona tam wyłania.
To właśnie Pan profesor Mariusz Białecki polecił znaleźć adekwatne - jak na tego typu stworzenie wodne - adekwatne miejsce gdzie, naturalnie mogło by występować - choć tutaj - w formie przemysłowo-wyzwolonego mechanicznego samodzielnego w sumie już: bytu.
Człowiek zdziczały / Drapieżnik, Grzegorz Rusin, Gdańsk 2014
Pracownia Pana Profesora Mariusz Białecki
Praca uległa recyklingowi
Rzeźba z gliny przestawiającego nagiego człowieka z nienaturalnie napiętymi i wystającymi mięśniami, w pozie skradającej się na czterech kończynach, przypominającą to nieco pozę drapieżnego zwierzęcia. W pierwotnym założeniu: rzeźba postaci miała kroczyć po wydrukowanych zdjęciach z scen zbrodni, które kiedyś miały miejsce w rzeczywistości. Jednak ze względu na drastyczność odnalezionych scen które mogły by nieprzyjemnie doświadczyć samego widza zdjęć niżeli rzeźby - na co słusznie zwrócił uwagę obserwujący w tle czujny Pan profesor - nadmierne dopowiedzenia zostały pominięte.
Zdjęcie przedstawia moment przygotowania formy do piankowego odlewu, sam piankowy odlew gotowej pracy po latach niestety uległ zniszczeniu.
Szkic pracy
I etap pracy
Katedra, Grzegorz Rusin, Gdańsk 2014.04.28
Pracownia Pana Profesora Mariusz Białecki
Praca uległa recyklingowi
Rzeźba architektoniczna, budowana gipsem uprzednio formowana negatywem z gliny, metalowymi konstrukcjami, oraz okienkami z pleksi.
Front pracy
Wnętrze pracy
Totem obcego, Grzegorz Rusin, Gdańsk 2013.05.10
Pracownia Pana Profesora Mariusz Białecki
Praca uległa recyklingowi
Dwa kamienie owinięte w bawełnę, Grzegorz Rusin, Dłużew 2012
Pracownia Pana Profesora Mariusz Białecki
Plener zorganizowany w Dłużewie przez ASP w Warszawie (byłem gościnnie jako student z ASP w Gdańsku)
Praca przywieziona z pleneru pozostała na uczelni
Pierwotnie miał to być performance. Otóż, głowiłem się aby w parku nieopodal zaangażować uczestników pleneru, podarować im dwa końce nici, następnie poprosić aby rozeszli się pomiędzy drzewami, a następnie zeszli ze sobą z powrotem po nitce. Ostatecznie jednak oplatałem nicią dwa kamienie łącząc je w kształt serca.
Po przyjeździe z pleneru, praca została podwieszona wzdłuż ściany pracowni, gdzie nicie rzucały cień, a ciężar kamienia napinał bawełniane włóczki.
Frankensztajn, z natury, Grzegorz Rusin, Dłużew 2012.10.27
Plener w Dłużewie zorganizowany przez ASP w Warszawie (byłem gościnnie jako student z ASP w Gdańsku)
Praca pozostała w Domie Plenerowym ASP Dłużew 40
Zebrałem garść suchych liści, a następnie wepchnąłem je w przygotowaną wcześniej metalową konstrukcję z drucików przypominającą w swojej formie ptaszka.
Praca pozostała w Dłużewie
Lasery w durszlaku, Grzegorz Rusin, Dłużew 2012.10.27
Plener w Dłużewie zorganizowany przez ASP w Warszawie (byłem gościnnie jako student z ASP w Gdańsku)
Praca pozostała w Domie Plenerowym ASP Dłużew 40
Po tym gdy przeniosłem się na trzeci rok do Gdańska, tuż na początku semestru wraz z nowym kolegą z roku Krzysztofem Grudzińskim pojechaliśmy wspólnie na plener organizowany przez Warszawską ASP we współpracy z innymi uczelniami, w tym ASP w Gdańsku. Była to dla mnie swoista przygoda poznawania tak wielu utalentowanych osób, a jednocześnie, nadal tęskniłem za serdecznymi dla mnie a odległymi już znajomymi z Torunia. Ten wyjazd, był dla mnie jedną z pierwszych okazji integracyjnych w nowym środowisku, niezmierną przyjemnością poznania tak wielu wielce wrażliwych osób.
Wyjście, Grzegorz Rusin, Toruń 2012.05.15
Pracownia koncepcji Pana profesora Krzysztofa Mazura
Praca została nieuznana
Wbrew zakazowi Pana profesora, pozwoliłem sobie dodać druciane elementy mające później posłużyć za wzmocnienia wystające wokół sylwetki postaci. Na kolejnym zaś etapie, dodać chciałem elementy tkanin/gipsu imitujące płaszczyznę z której to wyłaniała się postać - wiecie - niczym wyłaniająca się z kosmicznego portalu, bądź też przebijająca się przez jakąś błonę, skorupę. Poprzedzający szkic możemy zresztą zauważyć tuż obok podstawy samej rzeźby.
Miałem wizję może rodem z filmu sci-fiction, jednak nie zaprzeczało to utworzeniu aktu. Nie spodziewałem się, że dodanie elementów równolegle obok aktu - które byłem przekonany mogę dodać w pracowni konceptualnej w jej pierwotnym znaczeniu - zostało odebrane jako akt niesubordynacji, bezzasadnemu niepodporządkowaniu się, a wręcz jakimś aktem wandalizmu wobec harmonogramu tematów zajęć.
Tak więc ostatecznie skończyło się na zakończeniu moich rzeźbiarskich przewinień w pracowni jak się okazało - koncepcji profesorskiej. Uzasadnieniem, było uznanie moich prac za "niewystarczające", no i tyle. Warunek - tuteż powtórzenie głównego przedmiotu możliwe wyłącznie w tej samej pracowni u Pana profesora Krzysztofa Mazura - ze względu na ilość godzin, był równoznaczny z powtórzeniem całego roku wraz z adekwatną opłatą liczoną za warunkowe powtórzenie każdej godziny z głównego przedmiotu. Nie wnikając już w to kto te pieniądze by otrzymał, studia zaoczne-płatne wydawały się w tym momencie bardziej korzystne.
Chociaż przy oznajmieniu mi przez Pana profesora Krzysztofa Mazura o moim nie-zaliczeniu semestru - tym samym eliminując mnie z jego pracowni koncepcji profesorskiej - ku mojemu zdumieniu; dostałem od Pana profesora osobiste zaproszenie, aby zobaczyć się w przyszłym roku. Nie miałem jednak zamiaru na kontynuowanie nauki w tej autorytarnej pracowni, ani tym bardziej nie podzieliłem niezrozumiale nieuzasadnionego o ile wręcz nie cynicznego entuzjazmu ze strony Pana profesora Krzysztofa Mazura. Zatem niezbyt usatysfakcjonowany wyszedłem zarówno z pracowni - jak i zapewne na marudę, wszem i wobec.
Przeskalowana ręka, Grzegorz Rusin, Toruń 2012.05.15
Pracownia koncepcji Pana profesora Krzysztofa Mazura
Praca po przejściach znajduje się w azylu dla sztuki u zaprzyjaźnionej artystki
Oto rzeźba mojej własnej ręki w fikuśnym jej geście, wybranym wyłącznie na podstawie mojego własnego widzimisię, oraz z perspektywy a jakże pierwszej osoby. Dodatkowo, po fachowej konsultacji z koleżanką na rzeźbie, biegłą zarazem w języku migowym, moje gesto-słowo-twórcze wątpliwości zostały ostatecznie rozwiane: jakoby ten gest definitywnie, naprawdę, nic nie znaczy, gdyż, zwyczajnie nie występuje w języku migowym. I do dziś jestem pełen podziwu dla niej, jak jej udało się mi to wytłumaczyć, gdy ja z kolei, często jej nie rozumiałem.
Ale z tą pracą, wiąże się jeszcze jedna historia.
Bo niedługo po wydaleniu przez Pana profesora - jakże niesfornego przecież wobec niego autora powyższej pracy - na drzwiach ów pracowni koncepcji profesorskiej, pojawiła się kartka z napisem: "Arbait macht frei". Umieszczona ona została zapewne z powodu przykrego, bo i niezbyt zrozumiałego wydalenia przez Pana profesora z pracowni koncepcji profesorskiej twórcy powyższego tegoż rękoczynu. Morał z tej historii zapewne jest taki, jaki został ujęty przez poruszonych tym wydarzeniem nieznanych wrażliwych artystów. Pana profesora również zdecydowanie poruszył ten odważny, a stety przez niego przeoczony akt odwagi wykonania performencu podpartymi najszczerszymi refleksyjnymi emocjami. Nie mniej, był też zszokowany, zaskoczony a do tego oburzony - sądząc po jego tonie głosu w telefonie któremu odpowiedziałem że nie mam czasu rozmawiać - misternym, tajemniczym, a nawet zagadkowym zniknięciem pracy - którą to pomimo pozbycia się niesubordynowanego studenta - Pan profesor ochoczo chciał zaprezentować na sam koniec roku w ramach wystawy prac jego studentów, albo właściwie, nie, czekaj, co? Nie, studentów już nie. Do dzisiaj nie wiem jak to ująć. Pomyślmy... Prac studentów oraz ex-studentów, gdyż studentami niekoniecznie już będącymi. Generalnie, prac w jego pracowni konceptu profesorskiego. Kontynuując. Nim jednak informacja o nie tak do końca pożądanym wystawieniu tego jakże wielko-ręko-dzieła dotarła do samego nieświadomego jeszcze wyróżnionego w ten sposób niespodziewanego wystawcy a już na pewno nie-studenta gdyż z pracowni koncepcji profesorskiej skutecznie wyeliminowanego - ręka można by powiedzieć, no cóż. Ostał się po niej tylko środkowy palec. A właściwie, to pacyfistycznie zwycięsko, nawet dwa palce.
I tak naprawdę, to tylko człowiek o gołębim sercu mógłby przymróżyć na to wszystko oko.
Zdjęcie z zabawnej perspektywy nie oddające rzeczywistej skali
Blokowisko leśnych stworzeń, Grzegorz Rusin, Lipno 2012.05.12
Plener w Lipnie zorganizowany przez Pana profesora Krzysztofa Mazura
Praca pozostała w Ośrodku Kultury w Lipnie
Powyższa rzeźba jest moją interpretacją ludzkiego wyobrażenia mieszkalnictwa - dla zwierząt w lesie. Panowie i Panie wiewiórki dajmy na to - mają wydzielone w drzewku pokoje, mają swoje sąsiedztwo, różne dzielnice, i raczej nie wychylają się zbytnio. Brzmi dla nas super, gdy każdy każdy ma swój własny kąt, osobistą przestrzeń. Zarazem las wtedy zdaje się przestał by być w pewnym sensie już dla nich domem, a jedynie wyznaczonym przez załóżmy: Pana niedźwiedzia, który by to pobierał opłaty za mieszkanie w jego drzewach - które zresztą, ładnie z drzew w lesie by zbudował. Zarazem, o ile doszło by do tak absurdalnej z perspektywy człowieka sytuacji; tak chyba żadne zwierzęcie nie zabraniało by żadnemu zamieszkać pod drzewem. Zasadniczo, jakie zwierze w ogóle dało by się dobrowolnie ograniczać?
A tak poza tym, to ogólnie ciepło wspominam plener ze studentami z wymiany z Łodzi i Gdańska, w tym m.in. z Martyną, Ewą Markiewicz, czy z Robertem Wentem, którego to z kolei spostrzeżenie na temat tej rzeźby dodatkowo dało mi do myślenia. Mianowicie, podziękował mi, za nowe odmienne spojrzenie na rzeźbienie, gdzie dla mnie wykorzystanie naturalnej formy materiału jaką jest - wydaje się być oczywistością.
Jednakże, przez Pana profesora zostałem wtedy pouczony, iż "korzenio-plastyka, to nie rzeźba". Trzeba przyznać, że i to jest na swój sposób rewolucyjne, aby samodzielnie uznać całą uznaną już dziedzinę rzeźby, za; nie-rzeźbę.
Wy, trwaj, my, Grzegorz Rusin, Lipno 2012.05.12
Plener w Lipnie zorganizowany przez Pana profesora Krzysztofa Mazura
Praca pozostała w Ośrodku Kultury w Lipnie
Praca w moim założeniu pokazuje wspólne starzenie się. Chociaż drzewo jest okrzesane, jest budowane z kory, tak ma ona też dwie powierzchnie - niczym skóra, jak i głębsze wnętrze które wraz z niewidocznymi latami zawiera osobistą historię. W tym przypadku może zbędnie dodałem kieliszek; niby to atrybut jakiegoś romantyzmu - prędzej diety francuskiej, a może nawet i uzasadniego trawieniem; pijaństwa. W gruncie rzeczy; chodziło mi o pokazanie dwóch odrębnych istot, które wywodzą się z jednego drzewa, które mimo powierzchownych różnic są tak naprawdę sobie bardzo podobne, oraz przebywają ze sobą od bardzo dawna w pewien sposób nawet wytrzymując razem czas - lub czyniąc go nieistotnym.
Nie do końca jednak, byłem przekonany aby w ogóle jechać na ten plener. Pamiętam, że mieliśmy wtedy w domu pilniejsze wydatki związane z rodzinnym zdrowiem. Pan profesor wiedząc o naszych trudnościach nalegał jednak, abym pojechał na organizowany przez niego plener, dodając niezbyt zachęcająco i jeszcze zbytniej subtelniej, że to w sumie jest, takim nowym warunkiem - zaliczenia mi semestru. Choć ostatecznie nie okazało się to prawdą a po spełnieniu tego warunku i tak dostałem warunek powtórzenia roku - tak jednak czując się wtedy niezmiernie wyróżniony niczym skazaniec - nie sposób było mi zrezygnować z takiej okazji.
I koniec końców dobrze było poznać tak pięknie wrażliwych artystów, z głowami otwartymi na kreatywność, z sercami otwartymi na innych ludzi. Ten wyjazd był de facto niezwykle inspirujący, a swoboda ekspresji - publicznie nie aż tak rygorystycznie korygowana - w zestawieniu z dotychczasowymi doświadczeniami zapewnionymi przez Pana profesora w jego pracowni koncepcji profesorskiej.
Gdzie jest mój fistaszek?, Grzegorz Rusin, Toruń 2012.01.26
Pracownia ceramiki Pana profesora Aleksander Paskal oraz Pani profesor Iwona Langowska
Praca pozostała na uczelni / Praca uległa skonsumowaniu
Na potrzebę znalezienia idealnego modelu fistaszka, musiałem dokonać dokładnej selekcji wszystkich fistaszków jakie udało mi się dotychczas pozyskać w okolicy - uprzednio zjadając nie-idealnych pretendów-kandydatów na modela - coby też później już mi się ze sobą nie myliły.
Pracownia prowadzona przez pracowitych prowadzących - posiadała jednak odpowiednie zabezpieczenia w postaci zasad nie-jedzenia na zajęciach - które to jednak mi, utalentowanemu przecież studentowi - skutecznie udawało się skrycie pomijać, podczas tej naukowej ekspedycji kulinarnej mającej na celu znalezienia fistaszka, ostatecznie idealnego.
No i końcu znalazłem tego jedynego, a wtedy, po każdych zajęciach - upewniałem się; czy aby na pewno ów odnaleziony jedyny w swoim rodzaju wyidealizowany ideał fistaszka jest dobrze i bezpiecznie zabezpieczony jak i schowany - co by czasen żaden nikczemny skrytożerca przypadkiem nie dostrzegł tej formy perfektu i zauroczony nią; nie zniszczyłby jej, aby wszamać smaczną przecież zawartość.
Przesłankami jak i wytycznymi uznającymi tego a nie innego fistaszka za formę absolutną, będącą zarazem wyznacznikiem doskonałej normalności (nie mającej jendak nic wspólnego ze statystyczną średnią na tle jego własnego owocowego gatunku) nie było nic innego; jak mój osobisty gust, kaprys, a także widzimisie. Po prostu uznałem, że "To jest właśnie ten fistaszek! To jemu postawię pomnik! Adekwatnie, przeskalowany.". No i też może przy tym, byłem już dosyć przeżarty.
Po wnikliwym przyjrzeniu się tej nieskończenie unikatowej znalezionej formie; dostrzegłem pewną odmienność w "naczynkowo-kwadratowych" gładkich wypukłościach na powierzchni fistaszka, które zdają się oplatać skorupkę. Dlatego też, w kontraście faktury we wgłębieniach, za pomocą odpowiedniego narzędzia jakim były moje paznokcie na palcach; uczyniłem powierzchnie bardziej "drapaną" na wklęsłych partiach - chcąc przybliżyć nie tylko idealny kształt fistaszka - ale także jego za każdym razem indywidualną, a jednak taką samą cechę gatunku co do jego dwoisto-złożonej struktury nawierzchniej faktury. Ostatecznie wydawało się również, że fistaszek zasadniczo nie różni się od swoich owocowych pobratymców, mimo - że miał odmienny kształt - jak każdy - lecz ten był w moim najlepszym jak dla mnie guście.
Ostatecznie, aby skończony , uprzednio połączony wyrzeźbionymi wyrzeźbiony płatami gliny, i pusty w środku fistaszek (bez orzeszków) przez co był niesamowicie lekki mógł zostać wypalony nie eksplodując przy tym - uczyniona została dziurka w skorupce, co pewnie jesteście Państwo sami w stanie zauważyć na jego powierzchni w jednym z wybrzuszeniu wypukłości faktury. Tak też na samym końcu materia formy po wypaleniu utwardzona oraz bez zawartości wody w sobie; była jeszcze lżejsza, oraz trwalsza.
Aczkolwiek, później nie mogłem go już odnaleźć dbając o niego mniej niż o pierwowzór ideału - finalnie zjedzonego. Zgaduję, iż jego monumentalność wzniosła się poza mury uczelni, i ostatecznie sam pomnik również padł ofiarą fistaszkowego skrytożercy. Oby wyszło mu to na zdrowie, bo ja już mam pewną awersję do jedzenia tak wielu fistaszków w jakkolwiek słusznej sprawie.
Wyobraź sobie... / Nie(t)Akt, Grzegorz Rusin, Toruń 2011.04.21
Pracownia koncepcji Pana profesora Krzysztofa Mazura
Praca pozostała na uczelni / Praca uległa recyklingowi
Akt: Nie(t)Akt - wykonany pod presją ukazania przyrodzenia, a jednak zamiast tego - obnażył on raczej swoistą butność artysty. Jego zwycięski i niezłomny protest przed zakłamywaniem rzeczywistości. Jego osobistą sromotną porażkę na wskótek skrajnego wynudzenia marudnymi korektami. Osobistą wersję "Transferingu Rzeczywistości" ochoczo polecanej przez Pana profesora - smutnemu w kryzysie ów artyście. A do tego - wypalenie, wycieńczenie, jak i w końcu zrezygnowanie z walki z wiatrakami w systemie uczelnianym gdzie swoboda krytycznego myślenia jest przez co niektórych oceniana krytycznie - aż do wyjścia poza mury uczelniane które ostatecznie okazują się tylko hermetyczną bańką, i niczym cichacz spektakularnie eksplodującą po zderzeniu się z rzeczywistością - gdzie skrajny romantyzm wydaje się być jednak jedynym ratunkiem przed szarą rzeczywistością.
A wszystko to, lub nawet więcej epitetów które można by tu jeszcze zawrzeć - wyniknęło z nieustannego trudu odpierania przez strudzenie zniechęcanego twórcę-studenta; prób autorytarnego narzucenia przez Pana profesora; co ów student-twórca miał mieć na myśli. Mianowicie, według Pana profesora: w miejscu gaci - miał wystawać penis. Jednak nie sposób było - mając przed sobą modela w gaciach - odczytać preferencje Pana profesora. Tak więc, brawurowo i beztrosko - bo i nieświadomie - pozwoliłem sobie; na pominięcie rzeźbienia tejże nieoczywistości. Co bardziej pomysłowi koledzy oraz koleżanki; wydrukowali sobie nawet na kartce takie referencyjne przyrodzenie - choć każdy miał inne - aby móc później je sobie dokleić, do ów rzeźbionego aktu modela w gaciach.
Ostatecznie; wyrzeźbienie przyrodzenia choćby "z głowy" - okazało się być niespodziewanie obligatoryjne dla zaliczenia aktu. Tak więc penis - stał się ultimatum. A należy przy tym wspomnieć; że modele pozujący na uczelni w Toruniu do aktu - na ogół występowali w bieliźnie, i na ogół, raczej nikogo to nie dziwiło, i nikt nie ośmielał się fantazjować na głos aby rozbierać się do naga, gdyż najwidoczniej nikogo na to nie było stać.
Tak więc po tym, jak mój bezpardonowy brawurowy plan poprzestania aktu na widzialnych gaciach lub jak kto woli perfidnym ziemniaku został jawnie zdemaskowany; tak mimo mojej dalszej niechęci do zmyślania - nadal uparcie nakazywano rzeźbić nieoczywiste a wypominane już przecież wielokrotnie niewidoczne przyrodzenie. Zarazem prosić Pana modela aby mi je pokazał tu i teraz tak przy wszystkich gdy to mu jeszcze za to nawet nie płacą - było by conajmiej niegrzecznie - może nawet nietaktownie. Nie mniej; jak prosić o wywołanie dla mnie zdjęcia, tuteż "selfie" czy też "dic-pic" jego przyrodzenia - co bym nie musiał wymyślać, albo szukać w internecie penisów, a takowe wydrukowawszy - dorzeźbić, chociaż nie był by to jego.
Ostatecznie mój tępy jak topór opór był zbyt toporny. Próba ukierunkowania mojej ograniczonej jak się okazało dla Profesora wyobraźni wedle zamysłu pracowni koncepcji profesorskiej zakończyła się fantastycznie fatalnym fiaskiem. Totalnie nie miałem ochoty rzeźbić i wręcz już nie sposób było - gdy to Pan profesor uporczywie z tendencją maniaka powtarzał fantazje na głos aż do upadłego. Ręce aż opadają, a właściwie to tylko jedna opadła, dłoń, dłoń właściwie, nie ręka. Tak więc braw brak, a dwie ręce za-trzymały koc. Nie, nie koc! Ekhm. Kurtyna!
Rozmowy z robotami / Bajki robotów, Grzegorz Rusin, Toruń 2011.02.17
Pracownia koncepcji Pana profesora Krzysztofa Mazura
Praca znajduje się w zbiorach prywatnych
Na drugim roku studiów, wybrałem pracownię "konceptualną" licząc na swobodny i jakże niepochamowany rozwój moich pomysłów, jak i na ich nieskrępowaną realizację!
Ku mojemu jednak zdziwieniu, po półtora roku forsowania własnej kreatywności, czułem się właśnie raczej, jak w pracowni o zaostrzonym rygorze myślenia.
Korekty wydawały się być podparte niejasnymi kaprysami koncepcji Pana profesora, przez co odnosiło się wrażenie, że korekty były nawet nie tyle co nietrafne, a wręcz rozbrajające motywację przy sposobie w jaki były konstruowane, a przez to niestety niekonstruktywne gdy nie liczyły się ze zdaniem studenta a wyłącznie koncepcji Pana profesora.
A jednak dopiero z perspektywy czasu zauważam, że zajęcia z Panem profesorem, były choć niepożądanym - tak nieocenionym testem od życia dla nas wszystkich. Były one wręcz próbą charakteru każdego z nas. I z dumą muszę powiedzieć, że każdy z nas, każdy ze studentów który wyszedł z pracowni koncepcji Pana profesora Krzysztofa Mazura, wyszedł z niej obronną ręką. Przetrwawszy autorytarne wywody - przygotowało to nas na trudniejsze czasy, gdzie propaganda i manipulacja dla niektórych są tylko narzędziami w interesach.
I może brzmię jak bym koloryzował przeszłość i doszukiwał się pozytywów. A może brzmię jak przewrażliwiony dwudziestolatek który nadal boi się powiedzieć co myśli z myślą że jego odczucia zostaną zbagatelizowane. A jednak, z perspektywy czasu, jakkolwiek dotkliwa odczuta krzywda by nie była, tak zawsze miniona - z czasem wspomina się co najwyżej niczym chwilowy siniak, a odleglej możliwie równie fikuśnie jak sentyment. Przezornie nawet, z każdego doświadczenia, tak naprawdę można wyciągnąć cenną lekcję.
Ale ostatecznie co chce wyjść z serca, jest nie do uciszenia, jest nie do ocenzurowania, jest nie do zatrzymania jakkolwiek upartym gburem by się było i z jakkolwiek takowym spór by się toczyło. Z tychże prac które udało się dokończyć w całokształcie, szczerym wyrazem, własnym przekazem - jestem z nich najbardziej zadowolony. I mimo nikłego czasem już entuzjazmu, niech trwa ta choćby iskra. Odważnie rozpalając ją codzień i przekazując dalej, nieustannie inspirujmy się nawzajem, w twórczym działaniu, na przekór trudnościom, i z dumnym sercem na przedzie.
Bo po latach, człowiek jest w pewien sposób szczęśliwy wytrwawszy w swoich wartościach. A nawet wdzięczny, jakkolwiek niespójnie może to teraz zabrzmieć.
Beep.
Portret, Grzegorz Rusin, Toruń 2011.01.18
Pracownia koncepcji Pana profesora Krzysztofa Mazura
Praca pozostała na uczelni / Praca uległa recyklingowi
Gdy widzę zdjęcie tej pracy, przypomina mi się rozradowany głos Pana profesora "Ależ te włosy wyglądają jak taki kawał blachy!". W przypływie szcezrego humoru, i ja pozwoliłem sobie wtedy na równie zabawny żarcik sytuacyjny, jakoby "No ale, musiałbym podejść do modelki, i ułożyć jej włosy inaczej, uklepać je jakoś do szyi!" Zapychać ażuru gliną zamiaru nie miałem, o czym już z resztą Pana profesora nie informowałem. Sądząc jednak po jego niezapokojonej reakcji, który zdecydowanie i jak najbardziej poważnie-kategorycznie zabronił mojej żartobliwej przecież koncepcji formowania fryzury modelce, domyślam się, iż mój żart, nie został, odebrany. Za żart. A co gorsza - być może nawet został on odebrany, ale nie na żarty, że jako żart, a jako przytyk personalny. Hmm, nie wiem, ale tak sobie myślę, że gdyby żart został uznany dajmy na to za kiepski - tak chociaż wtedy, w sposób jakiś bardziej racjonalny może, tłumaczyło by to niezaliczenie mi całego roku.
Ale tego jednak tego, już zapewne nigdy się nie dowiemy. Tak samo, jak żart nie zostanie zrozumiany, jakkolwiek starał bym się go wytłumaczyć.
Kupa numer dwa u Pana profesora, Grzegorz Rusin, 2010.10.10
Pracownia koncepcji Pana profesora Krzysztofa Mazura
Praca uległa spłuczeniu
Na plenerze który zorganizował Pan profesor w swojej urokliwej rodzimej miejscowości, postawiłem sobie za zadanie nauczyć się budować wysokie, nie-prostolinijne formy bez podporników. Zresztą, już wcześniej tworzyłem podobne wysokie formy - takie jak postacie wijących się smoków z gliny gdy to jeszcze chodziłem na warsztaty pozaszkolne w moich licealnych latach.
Ku mojemu zdziwieniu, formy te wprawiły Pana profesora w konsternację - ale w inny sposób niżeli bym się spodziewał. Mianowicie, jedna z form: przypominała mu kupę o czym nie omieszkał się ze mną podzielić. I to w sumie było by na tyle, jeśli chodzi o treść korekty. Kolejne zresztą, okazały się nie mniej finezyjne.
W pewien sposób, było to dla mnie wyjątkowo zaskakujące skwitowanie. Spodziewałem się raczej refleksji wobec konstrukcji, a nawet korekty odnośnie budowania formy, czy chociażby technicznych porad odnośnie utrzymania balansu formy - tuteż wskazówek dla zachowania jej równowagi.
Mimo, że to niemal ja zostałem wtedy wytrącony z równowagi, tak ośmielę się i z Wami podzielić się efektami tejże fizjologicznej wygląda na to dla co niektóych gimnastyki z formą. Mimo skutecznego zniechęcenia do dalszego eksperymentowania z formą oraz z tym niesamowitym materiałem jaki jest gliną - do dzisiaj uważam - że jest to w pewien sposób wymagające, aby gliniana materia cięższa - bo i nasączona wodą - nie ugięła się pod jej własnym ciężarem: do czasu dopóki odpowiednio nie wyschnie; a w szczególności - jeśli forma wychodzi poza jej własną oś masy. Wymaga to konsekwentnego ręcznego osuszania materiału podczas rzeźbienia, aż do wstawienia ceramiki do wypału - czego właśnie nauczyłem się już we wcześniejszych latach na warsztatach w Koninie. W pracowni koncepcji profesorskiej zostało to jednak zaprzeczone.
Zestawienie kup numer raz dwa trzy u Pana profesora, Grzegorz Rusin, 2010
Pracownia koncepcji Pana profesora Krzysztofa Mazura
Prace uległy spłuczeniu
Koniec końców, papier wszystko przyjmie, a punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Czerwony kapturek - Cwana bestia, Grzegorz Rusin, Skłudzewo 2010
Plener w Skłudzewie zorganizowany przez Pana profesora Grzegorza Maślaka
Praca pozostała w Skłudzewie w "Fundacja Piękniejszego Świata"
Poprzedzające szkice w drewnie
Archiwum WSP Toruń, rok 2010
Jak zapewne jesteście w stanie dostrzec; obok tego jakże znamienitego dzieła przypadku, czyli, obok kury z papierosem w kapeluszu - uchwycone zostało równie strudzone oblicze skonsternowanego studenta rzeźby pierwszego roku, który zresztą jak się okazuje również i przez większość swego życia zdaje się zastanawiać - co on właściwie robi.
"Autoportret z aniołkiem i diabełkiem" (szkic), Grzegorz Rusin, Toruń 2010
Pracownia Pani profesor Alicja Majewska
Praca uległa recyklingowi
"Śmierć to dobry biznes" - Łódź Charona, Grzegorz Rusin, Toruń 2010
Pracownia Pani profesor Alicja Majewska
Archiwum WSP Toruń, rok 2010
Gdy przyjrzymy się temu zdjęciu z bliska, możemy na nim dostrzec zawięzłą współpracę kolegów rzeźbiarzy, a ściślej; Pana Karola Doiczmana oraz Pana Grzegorza Rusina. Uchwycony ów moment, przedstawia trud wzajemnego wspierania się w zmaganiach i motywowania do działania, poprzez podanie pomocnej dłoni koledze, w sięgnięciu samego dna - paki - po glinę - elementarnego bo i niemal jedynego w tamtych czasach - materiału do pracy każdego ze studentów rzeźby.
Portret, Grzegorz Rusin, Toruń 2010.01.14
Pracownia Pana profesora Grzegorza Maślaka
Uchwycony moment wprowadzania autokorekty
Figury, Grzegorz Rusin, Toruń 2010.06.06
Pracownia Pani profesor Alicja Majewska
Praca uległa recyklingowi
Play with death & Work out death, Grzegorz Rusin, Toruń 2009.11.04
Pracownia Pani profesor Alicja Majewska
Praca uległa recyklingowi
Play with death
Work out death
"Tu się puknij"
~death
Archiwum WSP Toruń, rok 2009, październik
Studenci pierwszego roku rzeźby z rocznika 2009
Roksana, Wojciech, Michał, Karol, Andrzej, Karol, Tomek, Karina, Kuba, Ola
“Art is the elimination of the unnecessary.”
~ Pablo Picasso