2015.09.29
Obrona dyplomu
Mała Zbrojownia, Gdańsk
Pragnąłem dostać się na studia rzeźby do Torunia i tylko tam składałem dokumenty. Mimo codziennego oczekiwania na raczkującej wtedy stronie USOS w 2008 - próżno było dopatrzeć terminów egzaminów, nawet po jego terminie. W związku z tym niedopatrzeniem - rok później w roku 2009 również tylko tam złożyłem dokumenty, gdzie spośród trzech kandydujących studentów na dwanaście miejsc udało mi się zaliczyć egzaminy. Po drugim naborze było nas już jedenastu.
Pierwszy semestr naszej pracowni rzeźby w Toruniu prowadziła Pani profesor Katarzyna Majewska wprowadzając nas w podstawy anatomii, naprzemiennie po półroczu wraz z Panem profesorem Grzegorzem Maślewskim okrzesając nam studium portretu i aktu. W związku z reformami, nasze studia zostały w tym okresie przemianowane ze studiów licencjacko-magisterskich, na jednolite 5-letnie studia magisterskie. Na kolejnym naszym drugim roku w 2010, mieliśmy możliwość wyboru pracowni: anatomiczną Pana profesora Andrzeja Borcza, oraz konceptualną Pana profesora Krzysztofa Mazura. W związku z nadziejami na rozwój wyrazu ekspresji - zdecydowałem się na pracownię konceptualną, której to jednak forma prowadzenia bardziej ukształtowała mnie interdyscyplinarnie.
Pod koniec trzeciego roku studiów w Toruniu w roku 2012, moje prace z rzeźby przez profesora prowadzącego zostały uznane za niewystarczające, w związku z czym przeniosłem się do Gdańska ponownie rozpoczynając trzeci rok studiów. Tam też zrealizowałem jednolite studia magisterskie Rzeźby ze specjalizacją Intermediów z wynikiem dobry +, uzyskując tym samym tytuł magistra sztuki.
Uczyli mnie m.in prof. Katarzyna Majewska, prof. Grzegorz Maślewski, prof. Krzysztof Mazur, prof. Mariusz Białecki, a także w pracowniach specjalistycznych ceramiki prof. Joanna Bebarska, prof. Iwona Langowska wraz z dok. Aleksandrem Paskalem jak i w pracowni konceptualnej Pani dr hab. Katarzyna Adaszewska.
Sympatyczny potworek, Grzegorz Rusin, Gdańsk 2015.09.29
Pracownia Pana profesora Mariusz Białecki
Jest to jedna z trzech rzeźb potworów, prezentowanych na mojej pracy dyplomowej. Na scenie z potworami umieszczone były reflektory, które ustawione pod rzeźbami potęgowały cień a tym samym skalę odbioru potworów. Oprócz tego, instalacji towarzyszyła muzyka "Iam5 - No. 24" wraz z wideoklipem.
Góry z makulatury, Grzegorz Rusin, Gdańsk 2013
Pracownia Pana profesora Mariusz Białecki
Praca uległa recyklingowi
Element instalacji grupowej całego naszego roku z rzeźby w Gdańsku, który był jednym z wielu elementów segmentu "totemu" nakładanego kolejno jeden - na drugim.
Zły robot ze złomu uprowadzony przez złodziei złomu, Grzegorz Rusin, Gdańsk 2013.02.05
Pracownia Pana profesora Mariusz Białecki
Praca znajduje się w zbiorach prywatnych
Humanoidalna postać ze złomu, której kształt tworzą - oplatając zarazem - powyginane metalowe pręty. Ułożenie prętów, może nieco przypominać układ nerwowy człowieka, jakoby ciągną się wzdłuż całej sylwetki rzeźby przeplatając ją zarazem. Gdzie nigdzie występują większe elementy, jak na przykład element przypominający oko w głowie postaci.
Dziewczyna ze szkła, Grzegorz Rusin, Gdańsk 2013
Pracownia Pana profesora Mariusz Białecki
Praca pozostała na uczelni
"Akwarium" z kawałków powybijanego szkła, w kształcie portretu. Przestrzeń pomiędzy kawałkałkami szkła jest wypełniona sylikonem zachowując zasadniczo szczelność. Pusta przestrzeń postaci była wypełniona czerwoną cieczą, a pod podestem ustawione było płótno, po którym spływał powoli przeciekający płyn.
Pijawka 2.0 (prototyp), Grzegorz Rusin, Rodowo 2013.07.21
Plener zorganizowany przez Pana profesora Mariusz Białecki
Praca pozostała w Rodowie
Rzeźba z metalu wykonana w Rodowie na plenerze studentów z Gdańska. Przypomina ona węża, dzięki bocznym skrzydłom ku końcowi może kobrę, aczkolweik głowa zakończona jest płasko z oczkiem po środku, zaś po prawej i lewej stronie oraz dolnej częsci okręgu-łba, wyłaniają się podłużne pręty na wzór "wąsów". Inspiracją okazała się być tutejsza flora, odkryta podczas wspólnej wycieczki plenerowiczów na kajaki. Praca metalowej wymyślnej pijawki, została umieszczona na brzegu stawu w Rodowie, skąd jak widać przynajmniej na zdjęciu - się wyłania.
Człowiek zdziczały / Drapieżnik, Grzegorz Rusin, Gdańsk 2014
Pracownia Pana Profesora Mariusz Białecki
Praca uległa recyklingowi
Rzeźba z gliny przestawiającego nagiego człowieka z nienaturalnie napiętymi i wystającymi mięśniami, w pozie skradającej się na czterech kończynach, przypominającą to nieco pozę drapieżnego zwierzęcia. W pierwotnym założeniu: rzeźba postaci miała kroczyć po wydrukowanych zdjęciach z scen zbrodni, które kiedyś miały miejsce w rzeczywistości. Jednak ze względu na drastyczność odnalezionych scen, nadmierne dopowiedzenia zostały pominięte.
Zdjęcie przedstawia moment przygotowania formy do piankowego odlewu, sam piankowy odlew gotowej pracy po latach niestety uległ zniszczeniu.
Szkic pracy
I etap pracy
Katedra, Grzegorz Rusin, Gdańsk 2014.04.28
Pracownia Pana Profesora Mariusz Białecki
Praca uległa recyklingowi
Rzeźba architektoniczna, budowana gipsem uprzednio formowana negatywem z gliny, metalowymi konstrukcjami, oraz okienkami z pleksi.
Front pracy
Wnętrze pracy
Totem obcego, Grzegorz Rusin, Gdańsk 2013.05.10
Pracownia Pana Profesora Mariusz Białecki
Praca uległa recyklingowi
Dwa kamienie owinięte w bawełnę, Grzegorz Rusin, Dłużew 2012
Pracownia Pana Profesora Mariusz Białecki
Plener zorganizowany w Dłużewie przez ASP w Warszawie (byłem gościnnie jako student z ASP w Gdańsku)
Praca przywieziona z pleneru pozostała na uczelni
Pierwotnie miał to być performance. Otóż, głowiłem się aby w parku nieopodal zaangażować uczestników pleneru, podarować im dwa końce nici, następnie poprosić aby rozeszli się pomiędzy drzewami, a następnie zeszli ze sobą z powrotem po nitce. Ostatecznie jednak oplatałem nicią dwa kamienie łącząc je w kształt serca.
Po przyjeździe z pleneru, praca została podwieszona wzdłuż ściany pracowni, gdzie nicie rzucały cień, a ciężar kamienia napinał bawełniane włóczki.
Frankensztajn, z natury, Grzegorz Rusin, Dłużew 2012.10.27
Plener w Dłużewie zorganizowany przez ASP w Warszawie (byłem gościnnie jako student z ASP w Gdańsku)
Praca pozostała w Domie Plenerowym ASP Dłużew 40
Zebrałem garść suchych liści, a następnie wepchnąłem je w przygotowaną wcześniej metalową konstrukcję z drucików przypominającą w swojej formie ptaszka.
Praca pozostała w Dłużewie
Lasery w durszlaku, Grzegorz Rusin, Dłużew 2012.10.27
Plener w Dłużewie zorganizowany przez ASP w Warszawie (byłem gościnnie jako student z ASP w Gdańsku)
Praca pozostała w Domie Plenerowym ASP Dłużew 40
Po tym gdy przeniosłem się na trzeci rok do Gdańska, tuż na początku semestru wraz z nowym kolegą z roku Krzysztofem Grudzińskim pojechaliśmy wspólnie na plener organizowany przez Warszawską ASP. Była to dla mnie swoista przygoda poznawania tak wielu utalentowanych osób, mimo, choć nadal tęskniłem za serdecznymi mi znajomymi w Toruniu. Ten wyjazd, był dla mnie jedną z pierwszych okazji integracyjnych w nowym środowisku, niezmierną przyjemnością poznania tak wielce wrażliwych ludzi.
Wyjście, Grzegorz Rusin, Toruń 2012.05.15
Pracownia Pana profesora Krzysztofa Mazura
Praca została nieuznana
Wbrew zakazowi Pana profesora, pozwoliłem sobie dodać druciane elementy mające służyć za wzmocnienia, wystające wokół sylwetki postaci. Chciałem na kolejnym etapie dodać elementy tkanin/gipsu, imitujące płaszczyznę z której wyłania się postać, niczym postać wyłaniająca się z kosmicznego portalu, bądź też przebijająca się przez skorupę. Poprzedzający szkic możemy zauważyć obok podstawy rzeźby.
Ostatecznie jednak, skończyło się na zakończeniu moich rzeźbiarskich przewinień w tejże pracowni, jak i w tymże roku. Pan profesor uznał moje prace za nie-wystarczające, przez co poprawka z jednego a głównego przedmiotu wiązała się z powtórzeniem semestru. Chociaż przy oznajmieniu o nie-zaliczeniu semestru zostałem uprzejmie zaproszony przez Pana profesora aby zobaczyć się w przyszłym roku, tak jednak - nie podzieliłem tego nieuzasadnionego entuzjazmu, po czym wyszedłem.
Przeskalowana ręka, Grzegorz Rusin, Toruń 2012.05.15
Pracownia Pana profesora Krzysztofa Mazura
Praca po przejściach znajduje się w azylu dla sztuki u zaprzyjaźnionej artystki
Jest to rzeźba mojej własnej ręki w fikuśnym geście wybranym wyłącznie na podstawie mojego własnego widzimisię, oraz z perspektywy pierwszej osoby. Po konsultacji z koleżanką biegłą w migowym, moje wątpliwości zostały ostatecznie rozwiane: ten gest definitywnie nic nie znaczy, jakoby nie występuje w języku migowym. Do dziś jestem pełen podziwu dla niej, jak udało się jej mi to wytłumaczyć, gdy z kolei ja jej często nie rozumiałem.
Z tą pracą wiąże się jeszcze jedna historia.
Niedługo po wydaleniu przez Pana profesora z pracowni jakże niesfornego autora powyższej pracy, na drzwiach pracowni pojawiła się kartka z napisem: "Arbait macht frei". Umieszczona ona została zapewne z powodu przykrego a niezbyt zrozumiałego przez nikogo, a mianowicie; eliminacji przez Pana profesora z pracowni twórcy powyższego rękoczynu. Morał z tej całej historii został ujęty przez domniemam; poruszonych tym wydarzeniem anonimowych a zarazem znamienitych artystów. Pan profesor był również wstrząśnięty tym odważnym, a stety przeoczonym przez niego performancem. Nie mniej, był zaskoczony zagadkowym zniknięciem pracy, którą to pomimo pozbycia się niesubordynowanego studenta - ów jego pracę z dumą chciał zaprezentować na sam koniec semestru - w ramach wystawy jego studentów, a właściwie - jego pracowni, ze studentami niekoniecznie już obecnymi. Jednak nim informacja o nie do końca pożądanym wystawieniu tego jakże wielko-ręko-dzieła dotarła do samego nieświadomego jeszcze wystawcy a już na pewno nie-studenta, ręka powiedzieć by można, no cóż. Ostał się po niej tylko środkowy palec.
Tak naprawdę, tylko człowiek o gołębim sercu, mógł na to wszystko przymrużyć oko.
Blokowisko leśnych stworzeń, Grzegorz Rusin, Lipno 2012.05.12
Plener w Lipnie zorganizowany przez Pana profesora Krzysztofa Mazura
Praca pozostała w Ośrodku Kultury w Lipnie
Ciepło wspominam plener ze studentami z wymiany z innych miast, w tym m.in. z Martyną Ciupką, Ewą Markiewicz, czy z Robertem Wentem, którego to z kolei spostrzeżenie na temat tej rzeźby dało mi do myślenia. Mianowicie, podziękował mi, za nowe odmienne spojrzenie na rzeźbienie.
Jednakże, przez Pana profesora zostałem wtedy pouczony, iż "korzenio-plastyka, to nie rzeźba". Trzeba przyznać, że i to jest na swój sposób rewolucyjne, aby nie uznawać dziedziny rzeźby za rzeźbę.
Wy, trwaj, my, Grzegorz Rusin, Lipno 2012.05.12
Plener w Lipnie zorganizowany przez Pana profesora Krzysztofa Mazura
Praca pozostała w Ośrodku Kultury w Lipnie
Nie do końca byłem przekonany aby jechać na ten plener, pamiętam że mieliśmy wtedy w domu pilniejsze wydatki związane ze zdrowiem. Pan profesor nalegał jednak abym pojechał na ten plener, dodając zachęcająco subtelnie, że to w sumie jest to dla mnie warunkiem zaliczenia mi semestru. Choć ostatecznie nie okazało się to prawdą, tak jednak czując się wtedy niezmiernie wyróżniony - nie sposób było mi zrezygnować z takiej okazji.
Koniec końców dobrze było poznać tak pięknie wrażliwych artystów, z głowami otwartymi na kreatywność, i sercami otwartymi na innych ludzi. Wyjazd ten rzeczywiście był niezmiernie swobodny i inspirujący - w porównaniu z dotychczasowymi doświadczeniami zebranymi na całym ówczesnym roku.
Gdzie jest mój fistaszek?, Grzegorz Rusin, Toruń 2012.01.26
Pracownia ceramiki Pana profesora Aleksander Paskal oraz Pani profesor Iwona Langowska
Praca pozostała na uczelni / Praca uległa skonsumowaniu
Wyobraź sobie..., Grzegorz Rusin, Toruń 2011.04.21
Pracownia Pana profesora Krzysztofa Mazura
Praca pozostała na uczelni / Praca uległa recyklingowi
Akt wykonany pod presją ukazania przyrodzenia, a jednak zamiast tego - obnażył on raczej swoistą butność artysty, protest a nawet zrezygnowanie. Wszystko to wyniknęło z nieustannego odpierania prób narzucenia - co artysta ma mieć na myśli. Wbrew rygorystycznym wytycznym - pozwoliłem sobie na pominięcie rzeźbienia przyrodzenia "z głowy".
Należy przy tym wspomnieć, że modele pozujący na uczelni w Toruniu do aktu na ogół występowali w bieliźnie, i nikogo to nie dziwiło. Ze względów finansowych zapewne, raczej nikt nie fantazjował aby kazać się rozbierać.
Jednak zaraz po tym, jak mój brawurowy plan poprzestania aktu na gaciach tuteż ziemniaku został zdemaskowany, tak mimo niechęci do zmyślania - nadal niezłomnie nakazywano mi rzeźbić przyrodzenie, którego przecież jednak jak wiemy - nie sposób było zauważyć.
Ostatecznie opór był toporny, a próba poruszenia mojej wyobraźni w pracowni koncepcji profesora zakończyła się fiaskiem. Aż ręce opadają, właściwie to dłoń, odpadła. Kurtyna.
Rozmowy z robotami / Bajki robotów, Grzegorz Rusin, Toruń 2011.02.17
Pracownia Pana profesora Krzysztofa Mazura
Praca znajduje się w zbiorach prywatnych
Na drugim roku studiów, wybrałem pracownię "konceptualną" licząc na swobodny rozwój pomysłów oraz ich nieskrępowaną realizację. Ku mojemu zdziwieniu, po półtora roku forsowania własnej kreatywności, czułem się raczej, jak w pracowni o zaostrzonym rygorze myślenia.
Korekty wydawały się być podparte niejasnymi kaprysami, przez co odnosiło się wrażenie, że korekty były nawet nie tyle co nietrafne, a wręcz rozbrajające motywację a przy tym niestety niekonstruktywne w żadnym aspekcie. Dopiero z perspektywy czasu zauważam, że zajęcia z Panem profesorem, były choć niepożądanym - tak nieocenionym testem od życia dla nas wszystkich. Były one wręcz próbą charakteru każdego z nas, a do tego z dumą muszę przyznać, że każdy z nas, każdy ze studentów który wyszedł z jego pracowni, wyszedł z niej obronną ręką. Przetrwawszy autorytarne wywody - przygotowało to nas na trudniejsze czasy, gdy propaganda i manipulacja dla niektórych są tylko narzędziami w interesach.
Może brzmię jak bym koloryzował przeszłość i doszukiwał się pozytywów, a jednak z perspektywy czasu, jakkolwiek dotkliwa by ona by nie była, miniona - niemal zawsze wspomina się niczym siniak, a czasem wręcz jako fikuśny sentyment. Z każdego doświadczenia można wyciągnąć cenną lekcję.
Ostatecznie co chce wyjść z serca, jest nie do uciszenia, jest nie do ocenzurowania, jest nie do zatrzymania jakkolwiek upartym gburem by się było. Z tych prac które udało mi się dokończyć swoimi metodami i własnym wyrazem, mimo butności i upartości - ostatecznie jestem najbardziej zadowolony. I mimo nikłego czasem entuzjazmu, niech trwa chociaż iskra, a rozpalając ją i przekazując dalej, nieustannie inspirujmy się wzajemnie w twórczym działaniu na przekór trudnościom.
Po latach, człowiek jest w pewien sposób szczęśliwy wytrwawszy w swoich wartościach. Wręcz, wdzięczny, jakkolwiek przewrotnie to może dzisiaj zabrzmieć.
Portret, Grzegorz Rusin, Toruń 2011.01.18
Pracownia Pana profesora Krzysztofa Mazura
Praca pozostała na uczelni / Praca uległa recyklingowi
Gdy widzę zdjęcie tej pracy, przypomina mi się ucieszony głos Pana profesora "Ależ, te włosy wyglądają jak taki kawał blachy!". W przypływie humoru, pozwoliłem sobie wtedy na żarcik sytuacyjny, jakoby; musiałbym podejść do modelki i ułożyć jej włosy inaczej, aby spełnić oczekiwania Pana profesora - zachowując przy tym rzeczywistą formę. Zapychać ażuru gliną tym samym zamiaru nie miałem. Mój żart, jednak nie został odebrany, a co gorsza - być może nawet został odebrany jako przytyk. Gdyby żart został uznany za kiepski - wtedy chociaż w bardziej racjonalny sposób tłumaczyło by to niezaliczenie mi semestru.
Jednak tego już pewnie nigdy się nie dowiemy, a istota żartu dla niektórych na zawsze pozostanie tajemnicą.
Kupa numer dwa u Pana profesora, Grzegorz Rusin, 2010.10.10
Pracownia Pana profesora Krzysztofa Mazura
Praca uległa spłuczeniu
Na plenerze który zorganizował Pan profesor w swojej urokliwej rodzimej miejscowości, postawiłem sobie za zadanie nauczyć się budować wysokie, nie-prostolinijne formy bez podporników. Zresztą, już wcześniej tworzyłem podobne wysokie formy - takie jak postacie wijących się smoków z gliny gdy to jeszcze chodziłem na warsztaty pozaszkolne w moich licealnych latach.
Ku mojemu zdziwieniu, formy te wprawiły Pana profesora w konsternację - ale w inny sposób niżeli bym się spodziewał. Mianowicie, jedna z form: przypominała mu kupę o czym nie omieszkał się ze mną podzielić - i to było by na tyle jeśli chodzi o treść korekty. Kolejne zresztą, okazały się nie mniej finezyjne.
W pewien sposób, było to dla mnie wyjątkowo zaskakujące skwitowanie. Spodziewałem się raczej refleksji wobec konstrukcji, a nawet korekty odnośnie budowania formy, czy chociażby technicznych porad odnośnie utrzymania balansu formy - tuteż wskazówek dla zachowania jej równowagi.
Mimo, że to niemal ja zostałem wtedy wytrącony z równowagi, tak ośmielę się i z Wami podzielić się efektami tejże fizjologicznej wygląda na to dla niektóych gimnastyki z formą. Mimo skutecznego zniechęcenia do dalszego eksperymentowania z formą oraz z tym niesamowitym materiałem jaki jest gliną - do dzisiaj uważam - że jest to w pewien sposób wymagające, aby gliniana materia cięższa - bo i nasączona wodą - nie ugięła się pod jej własnym ciężarem: do czasu dopóki odpowiednio nie wyschnie; a w szczególności - jeśli forma wychodzi poza jej własną oś masy.
Zestawienie kup numer jeden dwa i trzy u Pana profesora, Grzegorz Rusin, 2010
Pracownia Pana profesora Krzysztofa Mazura
Prace uległy spłuczeniu
Koniec końców, papier wszystko przyjmie, a punkt widzenia - zależy od punktu siedzenia.
Czerwony kapturek - Cwana bestia, Grzegorz Rusin, Skłudzewo 2010
Plener w Skłudzewie zorganizowany przez Pana profesora Grzegorza Maślaka
Praca pozostała w Skłudzewie w "Fundacja Piękniejszego Świata"
Poprzedzające szkice w drewnie
Archiwum WSP Toruń, rok 2010
Jak zapewne jesteście w stanie dostrzec; obok tego jakże znamienitego dzieła przypadku, czyli, obok kury z papierosem w kapeluszu - uchwycone zostało równie strudzone oblicze skonsternowanego studenta rzeźby pierwszego roku, który zresztą jak się okazuje również i przez większość swego życia zdaje się zastanawiać - co on właściwie robi.
"Autoportret z aniołkiem i diabełkiem" (szkic), Grzegorz Rusin, Toruń 2010
Pracownia Pani profesor Alicja Majewska
Praca uległa recyklingowi
"Śmierć to dobry biznes" - Łódź Charona, Grzegorz Rusin, Toruń 2010
Pracownia Pani profesor Alicja Majewska
Archiwum WSP Toruń, rok 2010
Gdy przyjrzymy się temu zdjęciu z bliska, możemy na nim dostrzec zawięzłą współpracę kolegów rzeźbiarzy, a ściślej; Pana Karola Doiczmana oraz Pana Grzegorza Rusina. Uchwycony ów moment, przedstawia trud wzajemnego wspierania się w zmaganiach i motywowania do działania, poprzez podanie pomocnej dłoni koledze, w sięgnięciu samego dna - paki - po glinę - elementarnego materiału do pracy każdego studenta rzeźby.
Portret, Grzegorz Rusin, Toruń 2010.01.14
Pracownia Pana profesora Grzegorza Maślaka
Uchwycony moment wprowadzania autokorekty
Figury, Grzegorz Rusin, Toruń 2010.06.06
Pracownia Pani profesor Alicja Majewska
Praca uległa recyklingowi
Play with death & Work out death, Grzegorz Rusin, Toruń 2009.11.04
Pracownia Pani profesor Alicja Majewska
Praca uległa recyklingowi
Play with death
Work out death
"Tu się puknij"
~death
Archiwum WSP Toruń, rok 2009, październik
Studenci pierwszego roku rzeźby z rocznika 2009
Roksana, Wojciech, Michał, Karol, Andrzej, Karol, Tomek, Karina, Kuba, Ola
“Art is the elimination of the unnecessary.”
~ Pablo Picasso