2015.09.22
Obrona dyplomu
Mała Zbrojownia, Gdańsk
Pragnąłem dostać się na studia rzeźby do Torunia i tylko tam składałem dokumenty. Przez niedopatrzenie przeoczyłem egzaminy w 2008 roku, jednak rok później udało mi się zostać studentem. Po półtora roku moje prace były niewystarczające aby zdać, w związku z czym przeniosłem się na drugi rok do Gdańska, gdzie tam też dokończyłem studia magisterskie. Uczyli mnie m.in prof. Grzegorz Maślewski, prof. Krzysztof Mazur, prof. Mariusz Białecki
Sympatyczny potworek, Grzegorz Rusin, Gdańsk 2014
Pracownia Pana profesora Mariusz Białecki
Jest to jedna z trzech rzeźb potworów, prezentowanych na mojej pracy dyplomowej. Na scenie z potworami umieszczone były reflektory, które ustawione pod rzeźbami potęgowały cień a tym samym skalę odbioru potworów. Oprócz tego, instalacji towarzyszyła muzyka "Iam5 - No. 24" wraz z wideoklipem.
Góry z makulatury, Grzegorz Rusin, Gdańsk 2013
Pracownia Pana profesora Mariusz Białecki
Praca pozostała na uczelni
Element instalacji grupowej całego naszego roku z rzeźby w Gdańsku, który był jednym z wielu elementów segmentu "totemu" nakładanego kolejno jeden - na drugim.
Zły robot ze złomu uprowadzony przez złodziei złomu, Grzegorz Rusin, Gdańsk 2013
Pracownia Pana profesora Mariusz Białecki
Praca znajduje się w zbiorach prywatnych
Humanoidalna postać ze złomu, której kształt tworzą - oplatając zarazem - powyginane metalowe pręty. Ułożenie prętów, może nieco przypominać układ nerwowy człowieka, jakoby ciągną się wzdłuż całej sylwetki rzeźby przeplatając ją zarazem. Gdzie nigdzie występują większe elementy, jak na przykład element przypominający oko w głowie postaci.
Dziewczyna ze szkła, Grzegorz Rusin, Gdańsk 2013
Pracownia Pana profesora Mariusz Białecki
Praca pozostała na uczelni
"Akwarium" z kawałków powybijanego szkła, w kształcie portretu. Przestrzeń pomiędzy kawałkałkami szkła jest wypełniona sylikonem zachowując zasadniczo szczelność. Pusta przestrzeń postaci była wypełniona czerwoną cieczą, a pod podestem ustawione było płótno, po którym spływał powoli przeciekający płyn.
Pijawka 2.0 (prototyp), Grzegorz Rusin, Rodowo 2013
Plener zorganizowany przez Pana profesora Mariusz Białecki
Praca pozostała w Rodowie
Rzeźba z metalu wykonana w Rodowie na plenerze studentów z Gdańska. Przypomina ona węża, dzięki bocznym skrzydłom ku końcowi może kobrę, aczkolweik głowa zakończona jest płasko z oczkiem po środku, zaś po prawej i lewej stronie oraz dolnej częsci okręgu-łba, wyłaniają się podłużne pręty na wzór "wąsów". Inspiracją okazała się być tutejsza flora, odkryta podczas wspólnej wycieczki plenerowiczów na kajaki. Praca metalowej wymyślnej pijawki, została umieszczona na brzegu stawu w Rodowie, skąd jak widać przynajmniej na zdjęciu - się wyłania.
Człowiek zdziczały / Drapieżnik, Grzegorz Rusin, Gdańsk 2014
Pracownia Pana Profesora Mariusz Białecki
Praca uległa zniszczeniu
Rzeźba z gliny przestawiającego nagiego człowieka z nienaturalnie napiętymi i wystającymi mięśniami, w pozie skradającej się na czterech kończynach, przypominającą to nieco pozę drapieżnego zwierzęcia. W pierwotnym założeniu: rzeźba postaci miała kroczyć po wydrukowanych zdjęciach z scen zbrodni, które kiedyś miały miejsce w rzeczywistości. Jednak ze względu na drastyczność odnalezionych scen, nadmierne dopowiedzenia zostały pominięte.
Zdjęcie przedstawia moment przygotowania formy do piankowego odlewu, sam piankowy odlew gotowej pracy po latach niestety uległ zniszczeniu.
Dwa kamienie owinięte w bawełnę, Grzegorz Rusin, Dłużew 2012
Pracownia Pana Profesora Mariusz Białecki
Plener zorganizowany w Dłużewie przez ASP w Warszawie (byłem gościnnie jako student z ASP w Gdańsku)
Praca przywieziona z pleneru pozostała na uczelni
Pierwotnie miał to być performance. Otóż, głowiłem się aby w parku nieopodal zaangażować uczestników pleneru, podarować im dwa końce nici, następnie poprosić aby rozeszli się pomiędzy drzewami, a następnie zeszli ze sobą z powrotem po nitce. Ostatecznie jednak oplatałem nicią dwa kamienie łącząc je w kształt serca.
Po przyjeździe z pleneru, praca została podwieszona wzdłuż ściany pracowni, gdzie nicie rzucały cień, a ciężar kamienia napinał bawełniane włóczki.
Frankensztajn, z natury, Grzegorz Rusin, Dłużew 2012.10.27
Plener w Dłużewie zorganizowany przez ASP w Warszawie (byłem gościnnie jako student z ASP w Gdańsku)
Praca pozostała w Domie Plenerowym ASP Dłużew 40
Zebrałem garść suchych liści, a następnie wepchnąłem je w przygotowaną wcześniej metalową konstrukcję z drucików przypominającą w swojej formie ptaszka.
Praca pozostała w Dłużewie
Lasery w durszlaku, Grzegorz Rusin, Dłużew 2012.10.27
Plener w Dłużewie zorganizowany przez ASP w Warszawie (byłem gościnnie jako student z ASP w Gdańsku)
Praca pozostała w Domie Plenerowym ASP Dłużew 40
Po tym gdy przeniosłem się na trzeci rok do Gdańska, na początku semestru wraz z Krzysztofem Grudzińskim pojechaliśmy na plener organizowany przez Warszawską ASP. Była to dla mnie swoista przygoda i no okazja do poznania utalentowanych osób, mimo, że nadal tęskniłem za serdecznymi mi znajomymi w Toruniu. Ten wyjazd, był dla mnie jedną z pierwszych okazji integracyjnych w nowym środowisku, jak i niezmierną przyjemnością poznania kolejnych utalentowanych osób.
Jestem, niewystarczający, Grzegorz Rusin, Toruń 2012.05.16
Pracownia Pana profesora Krzysztofa Mazura
Praca została nieuznana
Wbrew zakazowi Pana profesora, pozwoliłem sobie dodać druciane elementy-wzmocnienia wystające wokół sylwetki postaci, gdyż chciałem w przyszłości dodać elementy tkanin, imitujące wyłanianie się postaci z innej materii, tuteż z innej przestrzeni - niczym postać wyłaniająca się z kosmicznego portalu. Ostatecznie jednak, skończyło się na zakończeniu studiów rzeźby w tejże pracowni i w tymże roku. Pan profesor stwierdził, że nie zalicza mi roku, oraz dodał entuzjastyczne; do zobaczenia za rok. Odparłem tylko, iż nie sądzę, po czym wyszedłem z pracowni.
Przeskalowana ręka, Grzegorz Rusin, Toruń 2012
Pracownia Pana profesora Krzysztofa Mazura
Praca po przejściach znajduje się w azylu dla sztuki u zaprzyjaźnionej artystki
Jest to rzeźba mojej własnej ręki w fikuśnym geście wybranym wyłącznie na podstawie mojego własnego widzimisię, oraz z perspektywy pierwszej osoby. Po konsultacji z koleżanką biegłą w migowym, moje wątpliwości zostały ostatecznie rozwiane: ten gest definitywnie nic nie znaczy, jakoby nie występuje w języku migowym. Do dziś jestem pełen podziwu dla niej, jak udało się jej mi to wytłumaczyć, gdy z kolei ja jej często nie rozumiałem.
Z tą pracą wiąże się jeszcze jedna historia.
Niedługo po wywaleniu przez Pana profesora z pracowni niesfornego autora powyższej pracy, na drzwiach jego gabinetu pojawiła się kartka z wielkim napisem: "Arbait macht frei". Umieszczona ona była zapewne z powodu niejasnego dla nikogo wydalenia mojej osoby z uczelni, przez poruszonych tym wydarzeniem, anonimowych, a zarazem znamienitych dzisiaj artystów. Pan profesor był również wstrząśnięty tym odważnym a przeoczonym przez niego performancem, nie mniej, jak zniknięciem powyższej pracy z jego pracowni, którą mimo pozbycia się studenta - Pan profesor chciał zaprezentować na koniec semestru jego studentów. Nim jednak informacja o nie do końca pożądanym wystawieniu tejże pracy dotarła do samego autora wydalonego już zresztą z uczelni, wielka ręka zniknęła przed wspomnianą wcześniej wystawą studentów. A to wszystko, tylko dzięki przymrużeniu oka człowieka, o gołębim sercu.
Blokowisko leśnych stworzeń, Grzegorz Rusin, Lipno 2012.05.12
Plener w Lipnie zorganizowany przez Pana profesora Krzysztofa Mazura
Praca pozostała w Ośrodku Kultury w Lipnie
Ciepło wspominam plener ze studentami z wymiany z innych miast, w tym m.in. z Robertem Wentem, którego to spostrzeżenie na temat tej rzeźby dało mi do myślenia. Mianowicie, podziękował mi, za nowe odmienne spojrzenie na rzeźbienie.
Aczkolwiek, przez Pana profesora zostałem pouczony, iż "korzenio-plastyka, to nie rzeźba". No cóż. Na pewno trzeba przyznać, że jest w tym pewna zawrotność, aby nie uznawać całej dziedziny rzeźby jako sztuki.
Wy, trwaj, my, Grzegorz Rusin, Lipno 2012.05.12
Plener w Lipnie zorganizowany przez Pana profesora Krzysztofa Mazura
Praca pozostała w Ośrodku Kultury w Lipnie
Rozmowy z robotami / Bajki robotów, Grzegorz Rusin, Toruń 2011.02.17
Pracownia Pana profesora Krzysztofa Mazura
Praca znajduje się w zbiorach prywatnych
Na drugim roku studiów, wybrałem pracownię "konceptualną" pod kierunkiem Pana profesora Krzysztofa Mazura, licząc na swobodny rozwój pomysłów oraz ich nieskrępowaną realizację. Ku mojemu zdziwieniu, po półtora roku forsowania własnej kreatywności, czułem się raczej, jak w pracowni o zaostrzonym rygorze myślenia.
Korekty Pana profesora wydawały się być podparte jedynie jego osobistymi kaprysami, przez co odnosiło się wrażenie, że korekty były nawet nie tyle co nietrafne, a wręcz rozbrajające motywację a przy tym niestety niekonstruktywne w żadnym aspekcie. Z perspektywy czasu uważam też jednak, że zajęcia z Panem profesorem, były niepożądanym testem od życia dla nas wszystkich. Były one wręcz próbą charakteru każdego z nas, a do tego z dumą muszę przyznać, że każdy z nas, każdy ze studentów który wyszedł z jego pracowni, wyszedł z niej obronną ręką. Autorytarny monolog ze studentami okazał się ulotny jak przeciąg, przygotowując nas zarazem na trudniejsze czasy, gdzie propaganda i manipulacja co dla niektórych są tylko narzędziem w interesach.
I może brzmię jak bym bym koloryzował przeszłość i doszukiwał się pozytywów, to z perspektywy czasu jakkolwiek dotkliwa by ona by nie była, miniona, niemal zawsze wspomina się niczym draśnięcie, a czasem nawet jako wręcz fikuśny sentyment.
W trudnym dla mnie momencie w roku 2010, w chwili smutku i demotywacji, Pan profesor polecił mi również książkę "Transfering rzeczywistości". Sęk w tym, że sęk był również w metodach wychowawczych prowadzącego, a zaklinanie rzeczywistości jeszcze bardziej wielorako złożonymi zdaniami używanymi przecież również do destruktywnej krytyki; nie miała realnego wpływu na samą rzeczywistość, jak tylko wywoływały dodatkowe przykrości wokół niej.
Zarazem niewątpliwie, z każdego doświadczenia można wyciągnąć cenną lekcję - nawet jeśli jest ono niekoniecznie związane z kierunkiem studiów.
Mimo niepogody, ostatecznie to co chce wyjść z serca, jest nie do uciszenia, jest nie do ocenzurowania, jest nie do stłamszenia nawet przez najbardziej z topornych zgorzknialców. To z tych prac które udało mi się dokończyć w niezmienionej przez nikogo innego formie, ostatecznie wydaję się być najbardziej zadowolony. Mimo, że próbowano je przeinaczyć, próbowano zmienić koncept chcąc narzucić narrację która nie była moją. Ważne jest nie tracić swobody ruchu dłoni by tworzyły kierowane przez serce, nie ściśnięte gardło. Mimo gaszenia entuzjazmu, nie tracić iskry, a rozpalać ją i przekazywać dalej, nieustannie inspirując się wzajemnie na przekór trudnościom.
Nigdy nie było łatwo. Po latach, człowiek jest w pewien sposób szczęśliwy wytrwawszy w swoich wartościach. Nawet wdzięczny, jakkolwiek przewrotnie brzmi to. Gdyby nie było ciężko, to pewnie nie było by i warto.
Portret, Grzegorz Rusin, Toruń 2011.01.18
Pracownia Pana profesora Krzysztofa Mazura
Praca pozostała na uczelni
Gdy widzę zdjęcie tej pracy, od razu przypomina mi się rozbawiony głos Pana profesora "Te włosy wyglądają jak taki kawał blachy.". Pozwoliłem sobie wtedy na żarcik sytuacyjny, jakoby musiałbym podejść do modelki i ułożyć jej włosy inaczej, aby spełnić oczekiwania Pana profesora zachowując przy tym rzeczywistą formę. Zapychać ażuru gliną z kolei, zamiaru nie miałem. Mój żart nie został jednak odebrany, a co gorsza, być może nawet został odebrany jako przytyk, co w sumie w jedyny racjonalny sposób tłumaczyłoby nie zaliczenia mi przez Pana profesora całego semestru.
Ale tego zapewne już się nie dowiemy, tak samo jak nie wszyscy zrozumieją żart.
Wyobraź sobie..., Grzegorz Rusin, Toruń 2011.04.21
Pracownia Pana profesora Krzysztofa Mazura
Praca pozostała na uczelni
Niezbyt udany akt w moim wykonaniu, obnażający nieco moją swobodę w rzeźbie, butność, a może nawet i konsekwentność. Wszystko to wyniknęło z odpierania prób narzucenia przez Pana profesora, o czym mam myśleć, gdyż wbrew wytycznym, pozwoliłem sobie na pominięcie rzeźbienia przyrodzenia "z głowy".
Należy przy tym wspomnieć, że modele pozujący na uczelni do aktu, występowali w bieliźnie.
Jednak zaraz po tym, jak mój okazało się brawurowy plan poprzestania aktu na gaciach został zdemaskowany, Pan profesor oburzony tą niesubordynacją i niechęcią do zmyślania, niezłomnie nakazywał mi rzeźbić przyrodzenie którego jednak jak wiemy nie sposób było zauważyć.
Ostatecznie próba przekonania mnie do zmyślania zakończyła się fiaskiem. Ręce opadają, właściwie to jedna. Kurtyna.
Kupa numer dwa u Pana profesora, Grzegorz Rusin, 2010
Pracownia Pana profesora Krzysztofa Mazura
Praca pozostała u Pana profesora
Na plenerze który zorganizował Pan profesor Krzysztof Mazur w swojej urokliwej rodzimej miejscowości, postawiłem sobie za zadanie nauczyć się budować wysokie, nie-prostolinijne formy bez podporników. Zresztą, już wcześniej tworzyłem podobne wysokie formy, takie jak postacie wijących się smoków z gliny, gdy to jeszcze chodziłem na warsztaty pozaszkolne w moich licealnych latach.
Jednakże, ku mojemu zdziwieniu, formy te, wprawiły Pana profesora w konsternację w inny sposób niżeli bym się spodziewał. Mianowicie, jedna z form, przypominała mu kupę, o czym nie omieszkał zresztą się ze mną podzielić. I w sumie to wszystko, co zapamiętałem z tamtej korekty. Kolejne zresztą, nie były o wiele bardziej konstruktywne.
W pewien sposób, było to dla mnie zaskakujące spostrzeżenie, gdyż spodziewałem się raczej refleksji a nawet korekty a propos budowania formy, czy chociażby technicznych porad odnośnie utrzymania balansu formy, tuteż wskazówek dla zachowania jej równowagi.
Mimo, że to ja niemal zostałem wtedy wytrącony z równowagi, dziś ośmielę się i z Wami podzielić efektami tej mojej gimnastyki z formą. Uważam, że na swój sposób jest to jednak wymagające, aby gliniana materia nasączona wodą, nie ugięła się pod własnym ciężarem, i to w szczególności - jeśli jej forma wychodzi poza własną oś.
Suma summarum, papier wszystko przyjmie, a punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia.
Zestawienie kup numer jeden dwa i trzy u Pana profesora, Grzegorz Rusin, 2010
Pracownia Pana profesora Krzysztofa Mazura
Otwarte karty, Grzegorz Rusin, Toruń 2011
Pracownia projektowania Pana profesora Sebastian Mikołajczyk oraz Pani profesor Joanna Bebarska
Karty adekwatnie do wartości ustalonej w grach, przedstawiają stan materialny odnosząc się zarazem do współczesnego konsumpcjonizmu i eksponowania swojej majętności. Jedynie "joker" występuje na karcie jako złota rybka - w zamyśle spełniająca marzenia. Postacie na kartach takie jak: walet, królowa i król, w dostojnych pozach dzierżą atrybuty nałogów, mianowicie; strzykawki, papierosy, oraz trunek. Karty są przezroczyste, przez co są widoczne tuteż "otwarte" awersem, jak i rewersem.
Serdecznie dziękuję moim znajomym z roku, mianowicie Karinie Chmielewskiej, Tomaszowi Matulisowi, oraz Karolowi Miętkiewiczowi, za nieocenioną pomoc w tworzeniu talii i udostępnienie swoich wizerunków na kartach.
Gdzie jest mój fistaszek?, Grzegorz Rusin, Toruń 2012
Pracownia ceramiki Pana profesora Aleksander Paskal oraz Pani profesor Iwona Langowska
Obecne miejsce pobytu fistaszka do dzisiaj pozostaje dla nas wszystkich wielką tajemnicą
Czerwony kapturek - Cwana bestia, Grzegorz Rusin, Skłudzewo 2010
Plener w Skłudzewie zorganizowany przez Pana profesora Grzegorza Maślaka
Praca pozostała w Skłudzewie w "Fundacja Piękniejszego Świata"
Poprzedzające szkice w drewnie
Archiwum WSP Toruń, rok 2010
Jak zapewne jesteście w stanie dostrzec; obok tego jakże znamienitego dzieła przypadku, czyli, obok kury z papierosem w kapeluszu - uchwycone zostało również oblicze strudzonego studenta rzeźby pierwszego roku, który to zresztą jak i przez większość swojego życia zdaje się zastanawiać - co on właściwie robi.
"Autoportret z aniołkiem i diabełkiem" (szkic), Grzegorz Rusin, Toruń 2010
Pracownia Pani profesor Alicja Majewska
"Śmierć to dobry biznes" - Łódź Charona, Grzegorz Rusin, Toruń 2010
Pracownia Pani profesor Alicja Majewska
Archiwum WSP Toruń, rok 2010
Gdy przyjrzymy się temu zdjęciu z bliska, możemy na nim dostrzec zawięzłą współpracę kolegów rzeźbiarzy, a ściślej; Pana Karola Doiczmana oraz Pana Grzegorza Rusina. Uchwycony ów moment, przedstawia trud wzajemnego wspierania się w zmaganiach i motywowania do działania, poprzez podanie pomocnej dłoni koledze, w sięgnięciu samego dna paki - po glinę - elementarnego materiału do pracy każdego studenta rzeźby.
Portret, Grzegorz Rusin, Toruń 2010.01.14
Pracownia Pana profesora Grzegorza Maślaka
Uchwycony moment wprowadzania autokorekty
Figury, Grzegorz Rusin, Toruń 2010.06.06
Pracownia Pani profesor Alicja Majewska
Play with death & Work out death, Grzegorz Rusin, Toruń 2009.11.04
Pracownia Pani profesor Alicja Majewska
Play with death
Work out death
"Tu się puknij"
~death
Archiwum WSP Toruń, rok 2009, październik
Studenci pierwszego roku rzeźby z rocznika 2009
Roksana, Wojciech, Michał, Karol, Andrzej, Karol, Tomek, Karina, Kuba, Ola
“Art is the elimination of the unnecessary.”
~ Pablo Picasso